Adam Konieczny był dziś niczym profesor dający instrukcje swoim kolegom jak grać, by wygrać nawet w trudnych okolicznościach. Dowodził tak skutecznie, że skończył mecz z dwoma golami, ratując skórę mieszkowcom w meczu z outsiderem ligowej tabeli. Biało-niebiescy ograli ostatecznie Wierzycę Pelplin 2-1, na kolana jednak (znów) swoją grą nie powalili. Jakimś wytłumaczeniem może być fakt, że kadra Mieszka skurczyła się ostatnio niemal o połowę (!), z uwagi na kontuzje aż 11 graczy.
Jest przełamanie, jednak gra nadal daleka jest od ideału. Wydawało się, że pojedynek z przedostatnią Wierzycą (a w zasadzie ostatnią, bo wycofała się z rozgrywek Wda Świecie) będzie w końcu meczem, gdy gnieźnianie zagrają z polotem, to znów z niepewnością czekaliśmy do ostatniego gwizdka.
Dziś naczelnym ratownikiem był Adam Konieczny, który na całe szczęście wrócił do składu i pokazał jak z zimną krwią wykorzystywać błędy rywali. Gdyby nie jego skuteczność, w Gnieźnie mogło dojść do megasensacji.
Biało-niebiescy dowieźli skromne zwycięstwo do końca, ale o formie drużyny najlepiej świadczy krótkie stwierdzenie, jakie usłyszeliśmy od Adama Koniecznego. Snajper Mieszka przeprosił nas, że nie udzieli na razie wywiadu, bo musi poważnie porozmawiać z kolegami w szatni.
Mieszko Gniezno – Wierzyca Pelplin 2-1 (1-0)
Adam Konieczny 23’, 59’ – Patryk Regulski 50’
Fragmenty tekstu i foto dzięki uprzejmości www.sportowegniezno.pl Hubert Maciejewski